


|
MY I NASZ TEAM
![]() NASZ HUSKY TEAM
![]() SERWIS HUSKY
![]() SERWIS SH UŻYTKOWYCH
![]() ![]() |
![]() Ewka - Uzależniona od internetu i aparatu fotograficznego. Chyba jedyny przypadek łódzkiej imigracji. Podczas gdy inni młodzi zdolni (;-))stąd uciekają, ona dzielnie przezwyciężyła w sobie pęd do kariery w mieście przyszłości, jakim jest obrzydliwa Warszawa. Dziś kocha Łódź. Gdy kilkanaście lat temu się tu przeprowadzała, płakała rzęsiście przez wiele miesięcy. Dziś robiłaby to samo, gdybym musiała ją opuścić. Co prawda, dojrzała do mieszkania na odludziu, ale nadal pozostaje zwierzątkiem stadnym, które bez towarzystwa i pewnych zdobyczy cywilizacyjnych żyć już chyba nie może. Co nie znaczy, że z chęcią nie zamieszkałaby w jakimś bieszczadzkim zakątku na stałe.
Pomimo tego, że wola lenistwa jest w niej ogromna, jest niesamowicie dzielną kobietą. Wszystko, co do tej pory w życiu osiągnęła, ma dzięki sobie i chwała jej za to. Robiła naraz dwa fakultety, w dodatku pracując i kochając na zabój. Przez kilka lat pracowała w mediach, i nie ukrywa, że najcudowniejszą pracą pod słońcem była praca w redakcji Aktivista. Takiej ekipy i takiego klimatu, nie spotka się już chyba nigdy więcej. Jakiś czas temu podjęła decyzję, że ważniejszy od stresu jest święty spokój - i do żadnej gazety już nigdy nie wróci, wzięła sprawy w swoje ręce i obecnie prowadzi własną firmę i współpracuje z jednym z teatrów.
Ewka od zawsze "siedziała" w zwierzakach i w teatrze. Jedno i drugi było najważniejsze w jej rodzinie. Dzieciństwo spędziła biegając po teatralnych kulisach i przesiadując po lekcjach na próbach. Stąd wyrosła jej równoległa do zwierząt pasja - teatr, a w szczególności obszar tzw. teatru alternatywnego. Została teatrologiem, a nie weterynarzem, z prostego powodu - notorycznie mdlała na widok krwi. Poza tym jest kobietą o trzech nazwiskach (hehehe, ale dla ułatwieniu - żadne po mężu), kilku szkołach i kilkunastu adresach. Niestety, są i słabsze strony jej osobowości. Od kilku lat nieskutecznie walczy z nadwagą, która przyszła do niej nieoczekiwanie i w bardzo obfitej formie. Poza tym jest choleryczką, wędkarzem na depresje i żmiją domową, co potwierdzi każdy wywiad środowiskowy. Uwielbia przemeblowania, zmiany wystroju i domowe bibeloty. Jej specjalizacją jest wywoływanie kontrolowanych kłótni, wymuszenia domowe i tłuczenie naszej zastawy. Z racji wiejskiego trybu życia - od jakiegoś czasu zaczytuje się w książkach ogrodniczych, a potem eksperymentuje z zielnym skalniakiem oraz naszym warzywniakiem, zwanym przez najbliższych "nagrobkiem". Ma tendencje do melancholii. Dokarmia wiejskie burki i przygarnia ciężarne suczki. Gdy ma wszystkiego dość - wpada w panikę, zalewa się łzami i pozwala psom na tarzanie się naszym w łóżku.
Dominik - Eksplorator, licencjonowany maszer i instruktor, strażak Ochotniczej Straży Pożarnej w naszej wsi (przyjęty 100% głosów). Najchętniej jednak - jak mówi, chciałby zostać haszczakiem i żyć uczestnicząc w zajęciach dogoterapii. Wówczas do woli mógłby się poddawać drapaniu i mizianiu. Dominik również przeszedł przez wiele szkół. Przez kilka lat prowadził firmę, lecz jak kończą się spółki, każdy wie. Liznął elektroniki, administracji i handlu. Marzył o ukończeniu studiów weterynaryjnych, ale pracę, którą wykonuje, chyba bardzo lubi :) Odważny i pracowity. Uwielbia samochody, śrubki, "złotorączkarstwo" i czynny sport. Jest typem zamkniętego wrażliwca, który jednak bardzo lubi towarzystwo. Typowy rak, który nade wszystko ceni sobie spokój i domowe ognisko. To, że nasz nibydom i cała jego "otoczka" wygląda już (przynajmniej w środku) jak wygląda, jest w 95% jego zasługą. Ze zrujnowanego domu, w dwa tygodnie wyczarował pomieszczenie, w którym do dzisiaj mieszkamy, i chwalimy to sobie. Najczęściej można go spotkać w garażu, gdzie przekłada narzędzia z kupki na kupkę, pod samochodem, gdzie sprawdza, czy działa coś, co wydaje się, że nie działa, lub na dachu gdzie np. mocuje antenę, dobudowuje komin czy odczynia czary, żeby nam dach nie przeciekał. Największą wadą Dominika jest rozpoczynanie wielu rzeczy naraz i zapominanie o ich dokończeniu, które zajęłoby w gruncie rzeczy kilka minut. Z ziemskich przyjemności najwyżej ceni sobie jedzenie, spanie i kąpiele. Jest buforem na szaleńcze ataki Ewki, które dzielnie, z cierpliwością rozwścieczającą ją jeszcze bardziej - spokojnie znosi. Stara się prowadzić zdrowy, sportowy tryb życia, co niestety koliduje często z jego przyzwyczajeniami. Jego biblioteczka ogranicza się do półeczki w łazience, w której "zasiadają" wyłącznie książki o tematyce maszerskiej. Lubi ciężką pracę, zwłaszcza gdy ma zrobić coś dla rodziny, znajomych lub dla nas. Bardzo uczynny. Obudzony w nocy z prośbą cioci, która nie potrafi nastawić video, zerwie się i pojedzie. Ma na swoim koncie kilka akcji gaśniczych w naszej gminie, i kilkaset w naszym domu. Drzemie w nim także artystyczna dusza, był niezłym gitarzystą, co udowadniał za każdym razem, gdy chwytał za sprzęt, a ze zdwojoną mocą, gdy "zapinał" michałowego Marshalla. Poza tym potrafi docenić talent innych, zwłaszcza grających w Stereo Krogs. Jego wspaniałomyślność nie ma sobie równych. Do dziś wśród znajomych krążą opowieści, jak to w urodziny Ewki, które odbywały się w jednym z łódzkich klubów postarał się, aby złożył jej życzenia, obiekt jej platonicznych westchnień, lider jednej z kapeli rockowych. Dominik sam też jednak bywa często obiektem westchnień pięknych dam, a w szczególności całej grupy tancerek z jednego z kolumbijskich teatrów. Ma słabość do skarpetek z Kubusiem Puchatkiem. Gdy ma wszystkiego dość - po prostu idzie spać. Razem - Jesteśmy ze sobą od 1993 roku, czyli już od 15 lat! Oboje kochamy zwierzaki, nasz dom, jedzenie, leniuchowanie, kłótnie z Klaudią, przygody, piwo i drinki z naszego szejkera (25 zł, a jak cieszy!) oraz wyjazdy, treningi i kulinarne spotkania z naszymi przyjaciółmi z Watahy. Przeżyliśmy już razem niejedną klęskę, gorycz porażki i wspólne, szczęśliwe chwile. Uwielbiamy podróże, chociaż ze względu na nasz dom, od wielu miesięcy nie wybraliśmy się dalej jak za naszą zachodnią granicę. Jednak razem lub osobno swoje stopy postawiliśmy m.in. w Irlandii, Czechach, na Węgrzech, na Słowacji, w Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii, Chorwacji, Słowenii, Grecji, na Litwie, Łotwie, w Estonii a nawet w Korei Południowej. Wszędzie było dobrze, ale jednak w domu najlepiej...
Pięć lat temu, po kilku latach wspólnego mieszkania, znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Pępek naszego świata to maleńka wieś, 30 km za Łodzią, gdzie w ciągu kilku dni zamieszkaliśmy z naszymi psami w maciupkim domku, w sercu wielkiego ogrodu. Wkrótce potem za domem powstał obszerny kojec, w którym mogły zamieszkać nasze husky. Mamy wielkie pole, wodę ze studni, własne owoce i warzywa, miłych, życzliwych sąsiadów, no i przede wszystkim - niezłe tereny do treningów z psami. To, co zawsze wydawało nam się nie do zrealizowania, przyszło tak szybko, że aż sami się zdziwiliśmy. Decyzja o przeprowadzce na wieś, drastycznie zmieniła nasze życie. Trzeba było się pogodzić z tym, że do pracy jest kawał drogi, że gdy się jedzie na imprezę, to zawsze jedna osoba musi być "na chodzie", że robiąc zakupy trzeba pamiętać o wszystkim naraz. Nikt tu nie dowiezie pizzy, nie można skoczyć o północy, do "hipka" po lody, na które nagle przyszła nam ochota. Trzeba się przyzwyczaić do rytmu życia wsi, do tego, że latarnie gasną o północy, że autobus odchodzi trzy raz dziennie, a czasem nie przyjedzie w ogóle. To wszystko jednak sprawiło, że odnaleźliśmy się w świecie, i odnaleźliśmy jego sens. Tu możemy do woli szaleć z psami, a to jest przecież najważniejsze... Uwielbiamy "Kubusia Puchatka". Gdy mamy wszystkiego dość - zamykamy się z psami w kojcu i tarzamy się z nimi po piachu... ![]() |
SPORT ZAPRZĘGOWY
![]() GALERIE
![]() FIRMA HUSKY
![]() POLECAMY
![]() REKLAMA
![]() ![]()
|

