MY I NASZ TEAM
NASZ HUSKY TEAM
SERWIS HUSKY
SERWIS SH UŻYTKOWYCH
(Klaudia)Klaudyna - To najbliższa nam osoba od czasów mamy i taty. Kiedyś osobą dopełniającą "czwórkę wspaniałych" był niejaki Michał. Spędzaliśmy z nimi większość czasu. Kłócilismy się i godziliśmy. Jak Klaudia zasypiała (notorycznie), to siadaliśmy z piwkiem przed komputerem i oglądaliśmy sobie filmy. Albo my gadałyśmy, a chłopaki rżnęli na gitarach solówki. Klaudia jest łasuchem, dinozaurem altruizmu i bezkresnej wiary w ludzi. Uwielbiamy doprowadzać ją do skraju rozpaczy, wytykając jej niekonsekwencję i naiwność. Poza tym Klaudia cudownie robi nic i marzy o sklepiku z karmelkami, i kończy kolejne wymyślne studia. Jest kompletnie rozluźniona, wierzy w idealny świat i ma setki niezrozumiałych dla nas nawyków, za które w gruncie rzeczy ją kochamy. Jest wielbicielką niewielu, ale za to bardzo luksusowych rzeczy, które często kontrastują z jej umiłowaniem do rzeczy starych i zniszczonych. (Klaudia i Łasica)Z ogromnym zaparciem trenuje capoeirę i jest pomocnikiem naszego teamu. W Watasze słynie z najszybszego polewania wściekłych psów, od których w bardzo szybki sposób ląduje się pod stołem. Michał za to był bardzo zdolny, co widać było po jego grafikach, ale mdlał gdy jego muza Klaudia rzucała jedynym w domu czajnikiem. Z Dominem łączyło go uwielbienie dla jedzenia w wielkich ilościach oraz wspólne muzykowanie i jeszcze parę innych spraw, tylko im wiadomych. Niestety, po dziesięciu latach życie ostatnio zweryfikowało nasze przyjacielskie kontakty. Michał zdecydował się podążyć inną drogą, porzucając swoje dotychczasowe życie, Klaudię, psy i nas. Jak to się mówi: "zmienił priorytety". Stratę przeboleliśmy, wściekłość przeszła, a wszystko dlatego, że w życiu naszej kochanej Klaudii w końcu pojawił się ktoś wyjątkowy dla niej - Łasica ;-) (patrz: fotka). Oswoiliśmy to duże zwierzątko i chyba nieźle się zgrywamy. Łasica pomyślnie przeszedł nasze testy i dobrze zaczyna wypełniać "czwórkę" ;) Na początku 2007 roku zostali rodzicami małego Ignasia, ostatnio pojawiła się na świecie Lucy. Jak szaleć, to szaleć.


(Martusia)Sieminia - Właścicielka błękitnej betoniarki typu 126p, czarnej high-tech Micry, oraz ganz nowego, fajnego mieszkania. Stała bywalczyni pobliskiego sklepu marki "Lidl" (skrzynka piwa = 20 zł!) i kota Rumianka. Sieminia bliźniaczo podobnie przeszła z Ewką przez studia. Obie są cholernie zdolne, bardzo do siebie podobne charakterami i po podobnych perypetiach rodzinnych. Martucha włada chyba pięcioma językami i potrafi wypić niesamowicie dużo piwa. Największą słabością Marty są kosmetyki, którymi zapełnia cały dom, a potem godzinami na sobie testuje. Jak na ironię, pomimo, że nienawidzi muzyki pop, wśród swoich uczniów (jest anglistką) nosi ksywę Shakira. Po wielu latach, "na starość", własnie znowu układa sobie nowe życie :) Mama lokatej Klementynki. Trzymamy kciuki, kochanie!


(Gajda z Krombacherem) Gajda - Kolejna emigrantka w naszym młodym życiu. Temat rzeka. 20 lat wspólnie spędzonych z Ewką pozostało już tylko na fotografii, od kiedy 15 lat temu Gajda zdecydowała, że zamieszka pod holenderską granicą. Ewka: Znamy się od kilku dni swojego życia i chociaż wiele nas różniło, do dziś świetnie się dogadujemy. Pomimo tego, że nie widziałyśmy się dłuższy czas - nawet daty naszych ślubów okazały się bardzo zbliżone :) Od kiedy Gajda leczy ludzi w psychiatryku gdzieś w Niemczech, już rozumiem, skąd brały się nasze pomysły, aby w Boże Narodzenie malować sobie stopy na czarno i chodzić po ścianach, skąd rzeź lalek Barbie i skąd skakanie z drzew i dachów garażu mojego dziadka ;-)) Jestem z niej bardzo dumna, bo po kilku latach cieżkiej pracy nad sobą nauczyła sie wysyłać mejle. Poza tym wybitny talent antytechniczny. Zmywarka w jej domu jest nieruszona od czasów nowości, tzn. od dobrych kilku lat ;) Za to Gajda w ostatnim czasie UWAGA - ZROBIŁA PRAWO JAZDY!!! Nikt w to nie wierzył, ale ja z nią jechałam i to od razu 140 km/h. Było naprawdę super! Gajda - Moja Przyjaźń Na Całe Życie. Gajda Tak cię kocham!!!!! Jesteś chuda, ale wielka!


(Prezes zabił byka) Arek "Drepczący Pies" i Marzena "Kulejąca Suka" Nuka - prezesostwo naszej Watahy - i bez wazeliny - jedna z najcenniejszych naszych przyjaźni ostatnich lat. To oni otworzyli przed nami tajniki maszerstwa, czynnej pracy z psami zaprzęgowymi i do dziś są naszymi największymi autorytetami w tej dziedzinie. Marzena - zajmuje się psami zaprzęgowymi od 15 lat, Arek niewiele krócej. Są ambitni, dowcipni, pomocni i serdeczni. Ich dom jest naszym domem ;-), i to zupełnie na serio, bo to tam jest siedziba klubu i tam spotykamy się najczęściej. Jesteśmy im niesamowicie wdzięczni za zakupienie gigantycznego stołu, przy którym możemy się gościć, wychwalając kuchnię Marzeny. (Marzenka Mamutka) (Mamy nadzieję, że Marzena jest nam choć trochę wdzięczna za przyzwolenie i dobrowolne poddawanie się jej kulinarnym eksperymentom. Cała przyjemność po naszej stronie. ;-)). Za to Arek uwielbia strzelać z wiatrówki, a najważniejszą postacią w jego życiu - był do niedawna jego ukochany malamuci synek Frodo, któremu ciągle przywoził nowe zabawki. Poza hodowlą psów poświęca się również hodowli świerszczy, domowych pająków, sikorek i żab. Pracoholik. Marzena natomiast rządzi w domu wszystkim psami i cierpliwie znosi wszystkie pomysły Arka. A tak zupełnie serio - nigdy nie przypuszczaliśmy, że w naszym wieku - można się jeszcze z kims tak zaprzyjaźnić i tak do kogoś przywiązać. Niestety - Malamuciarze. I to po 11-kroć!


(Zawadki)Iza i Jacek "diesel" Zawadzki - Kolejna para "trzonu" Watahy stanowiąca w dodatku duet przeciwieństw. Z zamiłowania kolekcjonują wiejskie siedliska i mają nosa do ich wyszukiwania. To stare, na Podlasiu podbiło nasze serca, a przeznaczona do rozbiórki gajówka - podbiła nasze dusze. Z nimi możemy prowadzić niekończące się spory na tematy wyższości haszczaków nad malamutami. I vice versa, oczywiście, bo Zawadki - to zapaleni malamuciarze ;-) (Zawadki na Podlasiu pod prysznicem domowej roboty ;-))Poza psami kochają także konie - z tym że Iza - te czteronożne, a Jacek - raczej te mechaniczne. Stąd Iza woli spotkania koniarzy, a Jacek Off-roadowców. Jednak znakomicie sie ze sobą zgadzają, bo podobnie jak w naszej rodzinie - głową stada jest kobieta - i chłop ma tam niewiele do gadania. Jacek ma za to wiele wspólnego z Dominikem, bo podobnie jak on pała pasją majsterkowania, ciągłego udoskonalania i urzeczywistniania nieskończonej wyobraźni odkrywcy. Piroman. Ostatnio przylgnął do niego przydomek "diesel", jako że od lat nieodłącznym elementem wyposażenia Jacka jest kanisterem z ropą, po to, żeby w każdej chwili móc rozpalić ognisko. Na jednym z pierwszych spotkań z nami podstawą porozumienia mężczyzn było porównanie scyzoryków poszczególnych Panów. ;-) Wygraliśmy szwajcarskim 33-funkcyjnym McGayverem. Ale Jacka wyposażenie też jest całkiem, całkiem ;-). Zawadki są zawsze na wszystko przygotowani i znają odpowiedzi na każde pytanie. Zawsze zapracowani i zabiegani. Niestety - kolejni malamuciarze i w dodatku grenlandziarze. Po czterokroć.


(6kB)Marta i Paweł - piąta para "trzonu" Watahy (+ Igor i Olaf). Nasze idealne małżeństwo klubowe. Spokojni, wyważeni, kulturalni, niekonfliktowi. Może to banalne - ale to po prostu wzory ucziwych i dobrych ludzi, jakich niewielu się już spotyka. Martucha słynie w klubie z drobnego ciałka i mocnej głowy, natomiast Paweł ze swojego specyficznego, niepowtarzalnego poczucia humoru i niespotykanej, acz nieco dziwnej technice opowiadania dowcipów. Ekstremiści. Z miejsc ekstremalnych Marta najbardziej lubi bagażnik swojego samochodu, a Paweł biegi z Cheeną, ich malamutką, która, i tu trzeba uzupełnić, urodziła się do leżenia, a nie biegania. Wrodzoną uczynność i dobroć Pawła trzeba jednak kontrolować. Kiedyś u Prochala tak się zaangażował w rąbanie drewna, że porąbał nawet pieńki pod rąbane drzewce. ;-) Oczywiście, kolejni malamuciarze i grenlandziarze. Po sześciokroć.


(Ciotki dwie)Oliszek - Ciotka numer dwa i najwrażliwsza dusza pod słońcem. Właścicielka fundamentów pod drewnianą chałupę na zboczu w Jordanowie. Piękna i zdolna. Ulubienica reżysera Wojtaszka. (Oliszek z Antonem na stacji metra w drodze na ślub ;-))Niestety, pozostawiła nas w nieutulonym żalu i w 1999 roku wyemigrowała do Londynu, gdzie przez jakiś czas wiodła samodzielny, samotny żywot. W ubiegłym roku jednak stanęła na ślubnym kobiercu z przeuroczym Antonem z odległej RPA. Z reżyserii przeskoczyła na fotografię i robi to cudownie. Mamy nadzieję, że jak wróci to nagramy ją i dołączymy w tym miejscu. Boże, jak ona cudnie gada po Śląsku... Oluś, whisky od Was ciągle trzymamy na wasz przyjazd.


(Justysia na egzystencjalnie)Justine - Wybitny umysł, cudowny pedagog :), najlepsza aktorka Torunia 2001, kilkukrotna stypendystka niezliczonych instytucji i studentka kilku uczelni. Studiowała w Toruniu, Warszawie i Niemczech. Trzecia z nieśmiertelnego klanu ciotek (Oliszek, Justyna i ja) ze studiów na Akademii Teatralnej. Nadała Teatrowi Wiczy nowy sens. Niewinna, subtelna, wiotka i nadzwyczaj chłonny umysł. Brakuje nam wspólnych pogaduszek, wspólnego gotowania, wspólnego spania, wspólnego uczenia, wspólnych etiud i wspólnie zdanych (bądź nie, ;-)) egzaminów. Zakochana po uszy, ale na szczęście - szczęśliwie. Jako pierwsza z moich najlepszych przyjaciółek stanęła na ślubnym kobiercu, a i w zastraszającym tempie.... została mamą ;-)


(Sir Mały) Mały - nasz Mechanik brum brum brum. Fajny chłopak, pracowity i szalenie romantyczny. W dzień umorusany po pachy, w nocy tworzy poematy o miłości, rozsyłając je via sms do pięknych nieznajomych. Nie tak dawno został szczęśliwym ojcem synka, który miał dostać imie po ojciu małego. Ostatecznie synka nazwano Dominik ;-). Zapewniamy, że nie po ojcu. ;-). Z zawodu dyplomowany mechanik samochodowy, z zamiłowania degustator dań na szybko, poeta, kobieciarz, członek reprezentacji Polski w szachach i piciu napojów wysokooktanowych, sporadycznie rzeźba w brązie. Do swoich sukcesów zalicza m.in. montaż zapalniczki i radioodbiornika SAFARI, specyficzne lakierowanie artystyczne, zwiększenie przelotu wiatru i instalacji systemów lołdżek. Lubi też wymianiać gąsienice na czołgach (na świeże), montować szyby pancerne i zwiększać powierzchnię kabiny poprzez trzymiesięczną kurację odchudzającą załogi. Dodatkowo Sir Mały udzielał lekcji z prowadzenia sportowego tanka. Dobry tata. Jak jedyny z naszego najbliższego kręgu, wie co to zasadnicza służba wojskowa.


(Ewka z Maniuchą)Maniucha - Babka z jajem. Uwielbiam ją, chociaż wolałabym żeby została oceanografem, niż finansistką, tak jak marzyła jeszcze w młodości. Jest przykładem na to jak źle wybrane studia mogą skrzywić charakter. Dziś zamiast siedzieć z nami w lesie, woli rozmyślać o ścieżce kariery w obrzydliwej stolicy. Poza tym ok. Ma tendencje do znikania bez słowa na kilka miesięcy. Właśnie jest w tym ciągu (trwa to już jakieś 4 lata). Czekamy na znak życia. Ponoć zrealizowała swoją obsesję i w końcu wyszła za mąż. Widziano ją także na kilku ślubach innych naszych znajomych, gdzie rozdawała swoje firmowe wizytówki. Nie wiemy co to ma oznaczać, ale też chętnie jedną byśmy dostali. Maniucha, czekamy....


(Miłki w całej krasie)Miłek, Madzia i czwórka czarodziejskich dzieci - Duża rodzina w małym samochodzie. Poznani przez Dogomanię, zaprzyjaźnieni i zainfekowani Watahą. Miłki to jedni z niewielu bliskich znajomych, którzy nie dość, że zdecydowali się na dzieci, to jeszcze od razu na czwórkę. Ania, Wojtuś, Małgonia i Adaś - to jednak najcudowniejsze maluchy pod słońcem, (i chyba jedyne, które nie doprowadzają nas do szewskiej pasji ;-). Co więcej, Wojtuś jest wielkim kumplem Dominika, który uwielbia go nosić na barana, znosi jego masaże i daje się bez słowa szarpać za włosy. W Miłkach urzeka nas ich niespotykany optymizm, ciepło, rodzinność i otwartość. Nareszcie - haszczakowcy!


(8kB)Aneta, Jarek, Janusz, Dorota - Dwie rodziny, bez których wataha nie byłaby watahą. Aneta i Jarek + superbliźniaczki dostarczają nam zawsze niezawodnej dawki poczucia humoru, chaotyczni, pozornie nie zorganizowani, w ostatniej chwili zawsze układają wszystko tak, jak nikt inny. Nikt nie potrafi załatwić tak wielu spraw w dzień wyjazdu na zawody, co nasze Czajki, nikt nie potrafi gubić się z mapą, bez mapy i w okolicach domu, i nikomu nie przydarzają się takie przygody (a przynajmniej nie w tak nagromadzonej dawce jak im ;) Mamy wrażenie, jakby nie spali, a ich doba miała nieco więcej jak 24 godziny. Oczywiście - malamuciarze, po sześciokroć.

(Janusz i Dorotka) Z kolei Janusz (początkowo sąsiad Czajków) - to nasza pokrewna dusza - nareszcie haszczakowiec! Po dwakroć. Na razie podwakroć. Porządny, kulturalny, zorganizowany i uczynny jak mało kto. Człowiek - dusza. Początki naszej znajomości przypadły w trudnych dla niego chwilach, ale na szczęście rozkwitł bardzo, od czasu gdy poznał Dorotkę, z którą nie tak dawno wzięli ślub i super, że mogliśmy całą watahą w tym uczestniczyć. Trzymamy kciuki za kolejne watahowe małżeństwo!


Jacek Łukasik - z całodobowej lecznicy weterynaryjnej LANCET w Łodzi - lekarz opiekujący się całą naszą gromadką. Szczepi, bada, inseminuje :) (jedyny weterynarz, którego polubił Kai, ciekawe dlaczego? :). Pierwszy z wielu przetestowanych już wcześniej weterynarzy, który ma dla naszych psów zawsze czas, zawsze odbiera telefony i zawsze pomoże, kiedy jest taka potrzeba. Wieczny pracoholik, fachowiec i dociekliwy lekarz z prawdziwego powołania. Zbawienie dla naszej hodowli. Lubią go nasze psy, a my lubimy jego :)

SPORT ZAPRZĘGOWY
GALERIE
FIRMA HUSKY
POLECAMY
REKLAMA